So21102017

Ostatnia aktualizacja12:08:01 PM

Font Size

SCREEN

Profile

Menu Style

Cpanel
Powrót Jesteś tutaj: Home Świat żydowski Życie żydowskie Z kart historii cywilizacji żydowskiej Rozpłatali czaszkę SS-mana siekierą

Rozpłatali czaszkę SS-mana siekierą

Muzeum w Sobiborze

SS - Untersturmührer Niemann niczego nie podejrzewając przyszedł do obozowego krawca na przymiarkę nowego munduru. Stał pewnie, a krawiec udawał, że kredą zaznacza poprawki. Wtedy więzień Wajspapier uderzył Niemca siekierą w głowę. Niemann krzyknął, zachwiał się, a więzień Lemer poprawił robotę Wajspapiera.

Niemann padł martwy z rozbitą czaszką. Tak równo 70 lat temu zaczął się bunt więźniów niemieckiego obozu zagłady w Sobiborze, jedyne udane powstanie i masowa ucieczka w niemieckim obozie w czasie II wojny światowej.

Niemcy założyli obóz w Sobiborze w ramach akcji Reinhardt, operacji mordowania Żydów z terenu okupowanej przez III Rzeszę Polski. Dwie pozostałe główne niemieckie fabryki śmierci zbudowane dla zrealizowania Aktion Reinhardt to Bełżec i Treblinka. W tych trzech miejscach Niemcy wymordowali polskich Żydów, trafiały tam także transporty ludzi z całej Europy.

Muzeum w Sobiborze

Sobibór powstał w pobliżu wsi o takiej samej nazwie, ale w odludnym lesie. Budową obozu kierował pierwszy komendant Richard Tomalla. Potem komendantem został Franz Stangl, złowieszczy funkcjonariusz SS, który odegrał straszliwą rolę w Holocauście. Był szefem obozu w Sobiborze, a potem kierował obozem w Treblince. W tym czasie w obu tych miejscach zabito setki tysięcy ludzi. Po wojnie ukrywał się w Syrii i Brazylii, skąd w końcu trafił do więzienia w Niemczech. Nawet gdy stanął przed sądem twierdził, że ma czyste sumienie, bo wykonywał swoje obowiązki.

Za rządów Tomalli i Stangla zorganizowano Sobibór w cztery podobozy: w pierwszym mieszkali więźniowie, którzy tymczasowo ocalili życie, bo pracowali w warsztatach, w drugim był plac apelowy, gdzie przywożonym do obozu więźniom zabierano wszystko co mieli, tam też były magazyny zrabowanych rzeczy.

Najstraszniejszy był podobóz trzeci. Tam były komory gazowe, ruszty, na których palono ciała zamordowanych i masowe groby. Ludzi stłoczonych w komorach zabijano spalinami z silników Diesla.

Muzeum w Sobiborze

Podobóz czwarty nazywano „Obozem Północnym”. Zbudowano go niedługo przed październikiem 1943 roku.

W załodze obozu było 51 Niemców lub Austriaków. Kompanię wartowniczą tworzyło 120-150 ludzi, zwykle byłych żołnierzy Armii Czerwonej wziętych do niewoli przez Niemców.

Po Franzu Stanglu komendantem Sobiboru został SS - Hauptsturmführer Franz Reichleitner. Pewnie był wielce rad, że 14 października 1943 roku wyjechał z obozu w sprawach służbowych.

Droga do nieba

Proces mordowania ludzi w Sobiborze przebiegał podobnie jak w Treblince i Bełżcu. Żydzi z Lubelszczyzny, ale też z Austrii, Niemiec, Czech i Słowacji przyjeżdżali na miejsce koleją, w bydlęcych wagonach. Pierwsze ofiary zabito w prowizorycznej komorze gazowej, czyli w drewnianym baraku, do którego doprowadzono przewody z silnika. W lecie 1942 roku instalacje zabijania całkowicie przebudowano. Postawiono murowany budynek, gdzie było sześć komór.

Ludzi przywożonych do obozu pędzono tam drogą, którą służący na miejscu SS - mani nazwali Himmelfahrtstrasse, czyli „Drogą do nieba”.

Sobibór był miejscem zagłady dla Żydów z Lubelszczyzny i Galicji, ale trafiali tu także Żydzi z Europy Zachodniej. W 1943 roku Niemcy zaczęli też tu przysyłać jeńców sowieckich pochodzenia żydowskiego. Nie wiadomo dokładnie, ilu ludzi tu zamordowano. Może 170 tysięcy, może 250 tysięcy.

Nieliczni ludzie przywiezieni wagonami nie trafili do komór. Zostali przy życiu, bo SS-mani uznali, że potrafią coś, co może się przydać, a poza tym, ktoś musiał sprzątać i palić ciała i do tego usługiwać załodze. To właśnie w tej grupie liczącej około 700 osób powstał ruch oporu. Kierowało nim dwóch ludzi: polski Żyd Leon (Lejba) Feldhendler i sowiecki jeniec Aleksander (Sasza) Peczerski. 14 października 2013 roku to oni dali sygnał do ataku na SS-manów.

„Ci z was, którzy przeżyją, niech dadzą świadectwo. Niech świat się dowie, co się tutaj działo” – powiedział Peczerski przed buntem.

Powstanie

Pierwszy zginął zastępujący komendanta obozu Niemann. Choć więźniowie pozbyli się go bez kłopotu, to od razu stało się coś, czego nikt nie przewidział. Obecny w czasie ataku na Niemanna czapnik Chaskiel Mensche rzucił się na już martwego Niemca z nożycami i zaczął dźgać jego martwe ciało wykrzykując imiona swojej żony i dzieci, zabitych wcześniej w obozie. Nikt nie potrafił uspokoić Menschego, więc zakneblowano go, by swoimi wrzaskami nie zaalarmował SS-manów.

Potem przyszła kolejka na SS-Oberscharführera Graetschusa. Przyszedł do obozowego szewca po nowe buty. Szewc o imieniu Icchak udawał, że usłużnie ściąga mu buty. Nagle mocno przytrzymał mu nogę, a do warsztatu wpadli ci sami egzekutorzy, którzy zabili Niemanna: Wajspapier i Lemer. Wystarczył jeden cios i Niemiec padł na podłogę z rozpłataną czaszką.

I znów stało się coś nieprzewidzianego. Do szewca przyszedł ukraiński strażnik Klatt, zastępca Graetschusa, szukając swojego szefa. Wajspapier i Lemer nie stracili zimnej krwi i od razu zabili Ukraińca.

Przynęta na skórzany płaszcz

To, co działo się w drugim podobozie, gdzie magazynowano rzeczy zabrane więźniom relacjonuje Thomas Blatt, polski Żyd z Izbicy, który trafił do Sobiboru. Wcześniej ukrył w śmieciach duży nóż z masy perłowej, który trafił do obozu zapewne w bagażu jakiegoś Żyda z Holandii. Nóż miał napis „Kosher Shel Pesach” po hebrajsku, co oznacza „koszerne na święto paschy”.

Uzbrojony w nóż Blatt minął młodego 14-letniego więźnia, który właśnie informował SS - Untescharführera Josefa Wolfa, że w magazynie czeka na niego idealnie pasujący skórzany płaszcz.

Niemiec nie mógł przepuścić takiej okazji i poszedł do magazynu. Blatt też tam był i widział, jak na rozkaz kapo jeden z więźniów pomógł Wolfowi przymierzyć płaszcz. Niemiec odruchowo włożył ręce do kieszeni płaszcza i na to właśnie czekali więźniowie. Ten, który pomógł mu przymierzyć odzież pociągnął za płaszcz do tyłu, aby SS-man nie mógł wyszarpnąć rąk z kieszeni, a więzień o nazwisku Cybulski zdzielił Wolfa siekierą po głowie. Reszta Żydów dobiła go nożami.

Po zlikwidowaniu kolejnego Niemca Blatt przechodził obok transportu z racjami żywnościowymi. Pomyślał, że dobrze byłoby wziąć jedzenie na później, gdy już bunt i ucieczka z Sobiboru powiodą się. Wypchał kieszenie konserwami. „Ty całkowicie wierzysz, że przeżyjesz” – powiedział jego przyjaciel z ironią widząc, jak Blatt przygotowuje się do ucieczki.

Blatt był wyznaczony do zabicia SS - Oberscharführera Beckmanna. Zgodnie z planem Niemiec zwabiony przez Blatta poszedł do magazynu, ale niespodziewanie zawrócił i poszedł do budynku administracji.

Peczerski wyznaczył więc dwóch innych egzekutorów. Udało im się pod jakimś pozorem wejść do biura i zadźgać Beckmanna nożami.

Inni więźniowie próbowali wykraść broń z koszar ukraińskich strażników. Udało im się nawet zabrać kilka karabinów.

Peczerski planował, że więźniowie utworzą kolumnę marszową i mordując zaskoczonych Niemców opuszczą obóz.

Bauer wraca za wcześnie

Niestety, z Chełma wrócił z transportem wódki SS - Oberscharführer Bauer. Może i jego udałoby się zatłuc siekierą, gdyby któryś z Ukraińców nie zaszedł do biura, gdzie ku swojemu osłupieniu zobaczył ciało Beckmanna. Wybiegł z budynku administracji jak oparzony i przebiegł obok Bauera wrzeszcząc „Deutsche kaputt!”. Bauer od razu wyciągnął pistolet i zaczął strzelać do wszystkiego dookoła.

Peczerski już nie czekał, szybko krzyknął po rosyjsku do innych więźniów – sowieckich jeńców i kazał natychmiast atakować strażników i próbować przebić się przez bramę i ogrodzenie obozu.

Blatt wspomina, że na placu zaczął się chaos i bezładna bieganina. Zapewne dlatego strażnicy stojący na wieżyczkach z początku nie strzelali, bo nie bardzo wiedzieli, co się dzieje. A część więźniów już cięła siekierami i łopatami druty kolczaste.

Największa grupa szturmowała główną bramę obozu. Nagle wśród nich przypadkowo zaplątał się strażnik, volksdeutsch Schreiber. Zupełnie nie wiedział, co się dzieje, jechał na rowerze spoza obozu. Zaczął krzyczeć na więźniów, by się nie pchali jak bydło. Za chwilę spadł z roweru i zginął od ciosów nożami.

To, co się działo, to że więźniowie podnieśli bunt i próbę ucieczki sprawiło, że strażnicy tracili głowę. „Kilka metrów dalej inny strażnik był w widocznym szoku: trzymał bez celu w rękach karabin, sprawiał wrażenie jakby nie wiedział, co z nim zrobić i kręcił się w kółko wokół swojej osi jak nakręcona mechaniczna zabawka” – wspominał Blatt.

Gdzieś w innej części obozu więźniowie przypuścili atak na magazyn broni. Już po wojnie Peczerski twierdził, że nic takiego nie zaszło, sam Blatt nie był tam obecny.

Ale pod koniec lat 60. przed sądem w niemieckim mieście Hagen stanął SS - Oberscharführer Werner Dubois, który odpowiadał za magazyn broni w Sobiborze. Opisał atak więźniów na magazyn i skarżył się sądowi, że w czasie tego ataku stracił oko.

Ci z SS-manów, którzy ocaleli schowali się za budynkami i strzelali w kierunku tłumu więźniów szturmujących bramę obozu w samobójczej determinacji. Kolejne ciała padały na ziemię, ocknęli się strażnicy na wieżach zasypując kulami więźniów wyłamujących bramę i tnących druty.

Blatt patrzył dookoła na trafionych pociskami ludzi i nagle zobaczył zadziwiająco spokojnego Szlomo Szmajznera trzymającego karabin wykradziony Ukraińcom. Szmajzner podniósł broń, przymierzył, jakby to robił całe życie i strażnik z jednej z wież przestał strzelać „uciszony” przez Szmajznera.

Gdy grupa Blatta wreszcie zdołała wyciąć przejście w zasiekach otaczających obóz rzuciła się tam rzesza ludzi. Nikt nie myślał o tym, co organizatorzy buntu zaplanowali wcześniej. Najpierw trzeba było rzucić deski! Po co? Bo obóz otoczono polem minowym!

Ale widząc las już na wyciągnięcie ręki wszyscy o tym zapomnieli. Tłok zrobił się tak wielki, że na przeciskającego się przez druty Blatta runął walący się płot.

I to mu uratowało życie. Ci, którzy przebiegli po nim, wylecieli w powietrze na minach.

Jeśli cudem udało im się ominąć pole minowe i nie dosięgły ich kule ciągle strzelających strażników, to dobiegali do lasu. Zapadał wieczór.

Po buncie

Sam szef SS Heinrich Himmler wydał rozkaz likwidacji obozu w Sobiborze i zatarcia wszelkich śladów po nim.

Ucieczka udała się około 300 więźniom. „Udała się”, to znaczy zdołali dobiec do lasu. Byli wśród nich Feldhendler, Peczerski i Blatt, który jakoś wydostał się z plątaniny drutów, które go przywaliły.

Jaki był ich dalszy los? Bardzo różny.

Zaraz po ucieczce dowództwo SS i policji w dystrykcie lubelskim zarządziło pościg. Oddziały SS złapały w lasach wokół Sobiboru i Włodawy około 100 uciekinierów. Wszystkich zabito na miejscu.

A reszta? Część miała pecha i trafiła w lesie na różne polskie uzbrojone bandy. Często były to oddziały polskiego podziemia, które miały negatywny stosunek do Żydów całkiem podobny do niemieckiego. Ci uciekinierzy, którzy natrafili na takich „partyzantów” ginęli. Taki los spotkał wielu uciekinierów.

Inni liczyli na pomoc polskich chłopów. Lecz zdarzało się jednak, że Żydzi, którzy wyrwali się z piekła Sobiboru ginęli z rąk Polaków, lub Polacy wydawali ich Niemcom.

Ale Feldhendler błąkający się po lesie z kilkoma uciekinierami natrafił na polski oddział, który się nimi zaopiekował.

Tomasz Blatt cudem wyrwał się z rąk polskiego oprawcy, który zamordował dwóch jego towarzyszy ucieczki; przeżył wojnę i poświęcił większość życia na zbieranie wiadomości o losach uciekinierów. Zanotował, że Regina Feldman ocaliła życie, bo pomogła jej polska koleżanka sprzed wojny. Czeski Żyd Kurt Thomas przeżył, bo pomógł mu polski rolnik.

Szlomo Szmajzner, ten, który w czasie buntu ze spokojem strzelał do strażników ledwo uszedł z życiem błąkając się po lasach. Ci, z którymi uciekał zginęli z rąk „partyzantów”. Trafił w końcu do jakiegoś domu. Przestraszony, zaszczuty, może nie zapukałby o pomoc obawiając się śmierci. Ale był już krańcowo wyczerpany i głodny.

Szmajzner miał szczęście. Po wojnie opowiedział Blattowi, że gospodarz Józef Albiniak nie dość, że go wpuścił i nakarmił, to oświadczył, że nigdzie już go nie wypuści, bo na zewnątrz czeka go pewna śmierć. Szmajzner zaświadczał, że choć dawał Albiniakowi, wszystko co miał ze sobą, to Albiniak nic od niego nie wziął.

Blatt i Szmajzner mówili, że mogliby podać jeszcze kilka przypadków ludzi, którzy pomogli Żydom z Sobiboru, ale te osoby nie chciały, aby po wojnie o tym wspominać twierdząc, że postąpiły zgodnie z chrześcijańską powinnością.

Wojnę przeżyło 46 uciekinierów z Sobiboru.

Feldhendler zginął w Lublinie w 1945 roku w niejasnych okolicznościach.

Aleksander „Sasza” Peczerski wrócił do Związku Radzieckiego. Podobnie jak inni sowieccy jeńcy został uznany za tchórza i zdrajcę. Trafił do łagru.

Thomas Blatt wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Żyje do dziś.

Kibuc Bojowników Getta

Kibuc: לוחמי הגטאות
קיבוץ לוחמי הגטאות

Kibuc imienia przywódcy powstania w Getcie

Yad Mordechai – kibuc na końcu drogi
קיבוץ יד מרדכי

Rocznica powstania w getcie warszawskim

Rocznica powstania w getcie warszawskim
19 אפריל

„Sarenka” z warszawskiego getta

„Sarenka” z warszawskiego getta
רחל זילברברג

Powstanie w getcie warszawskim

Powstanie w getcie warszawskim
19 אפריל

Losowo z menu Świat żydowski

  • Pause
  • Previous
  • Next
1/2

Projekt Izraelczyk.pl